Podpis, którego nie było
17 lipca 2026 roku prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę o statusie osoby najbliższej oraz towarzyszącą jej ustawę wprowadzającą. Tego samego dnia podpisał dziewięć innych ustaw, w tym głośną ustawę frankową i zakaz tzw. patostreamingu, ale to dwa weta stały się politycznym wydarzeniem dnia.
Prezydent oparł decyzję na art. 18 Konstytucji, który obejmuje małżeństwo ochroną państwa. W jego ocenie ustawa tworzyła instytucję zbyt bliską małżeństwu, tyle że pod inną nazwą. Tak tłumaczył weto:
„Nic, co jest quasi-małżeństwem, nie może liczyć na moje wsparcie. Nie zgadzam się na wprowadzanie tylnymi drzwiami związków partnerskich, które mają zastąpić czy podmienić instytucję małżeństwa".
Co realnie dawała ustawa
Warto oddzielić spór światopoglądowy od treści przepisów. Projekt był rządowy, przygotowała go pełnomocniczka rządu ds. równości Katarzyna Kotula, i był pierwszym tego typu rozwiązaniem w historii Polski, które przeszło pełną ścieżkę parlamentarną.
Konstrukcja była prosta: dwie pełnoletnie osoby, także tej samej płci, mogły zawrzeć umowę u notariusza i zarejestrować ją w urzędzie stanu cywilnego. Umowa dawała m.in.:
- dostęp do informacji medycznej i dokumentacji drugiej osoby,
- pełnomocnictwo ogólne do działania przed sądami i organami administracji,
- obowiązek alimentacyjny i prawo do wspólnego mieszkania,
- miejsce w kręgu dziedziczenia ustawowego.
Zasadą pozostawała rozdzielność majątkowa. Ustawa nie zrównywała umowy z małżeństwem w kwestiach majątkowych. W praktyce chodziło więc o pakiet uprawnień, które dziś dla osób w związkach nieformalnych bywają poza zasięgiem, od szpitalnego łóżka po sprawy spadkowe.
Warunek, który padł wcześniej
Weto nie spadło z nieba. Nawrocki od tygodni stawiał sprawę jasno: podpisze ustawę tylko wtedy, gdy znajdzie się w niej zapis o szczególnym statusie małżeństwa. Bez tego zapowiadał weto.
W tle była też obawa dalej idąca niż sama umowa notarialna. Tłumacząc swoje stanowisko, prezydent mówił:
„Ja nie chciałbym za 20 lat, jeśli cokolwiek w Polsce się wydarzy, być tym, który położył fundamenty pod potencjalną adopcję dzieci przez pary homoseksualne".
To argument, który zwolennicy ustawy uznają za wyprzedzający fakty, bo projekt nie dotyczył adopcji, a przeciwnicy za uczciwe nazwanie kierunku, w którym takie regulacje mogą prowadzić. Ten spór o intencje jest sednem całej sprawy i nie rozstrzygnie go żaden przepis.
Liczby, które podnoszą stawkę
Bez kontekstu weto wyglądałoby na starcie prezydenta z rządem. Z liczbami widać, że stawka jest większa. Sejm uchwalił ustawę 29 maja 2026 roku wynikiem 230 głosów za, 198 przeciw, przy 1 wstrzymującym się.
Podział był czytelny. Za głosowała cała koalicja rządowa: Koalicja Obywatelska, Lewica, Polska 2050, PSL i Centrum. Przeciw były PiS, Konfederacja, Konfederacja Korony Polskiej oraz Koło Demokracji Bezpośredniej.
Do tego dochodzą sondaże. Poparcie dla regulacji związków partnerskich sięgało około 60 proc., a niemal połowa badanych uważała, że prezydent powinien ustawę podpisać. To właśnie te liczby sprawiają, że weto stało się rozmową nie o jednej umowie, lecz o milionach ludzi żyjących poza formalnym związkiem.
Dlaczego weto najpewniej jest ostateczne
Tu kończy się polityka symboli, a zaczyna arytmetyka. Odrzucenie weta prezydenckiego wymaga w Sejmie większości 3/5, czyli 276 głosów przy pełnej sali. Koalicja, która przepchnęła ustawę, dysponowała 230 głosami. Różnica 46 głosów jest nie do pokonania bez posłów opozycji, którzy ustawę odrzucali.
W praktyce oznacza to, że jeśli układ sił się nie zmieni, weto jest trudne do obalenia, a ustawa w tym kształcie do Sejmu już nie wróci. Rząd może najwyżej przygotować nowy projekt, uwzględniający warunek prezydenta, albo odłożyć temat do zmiany w Pałacu.
„Odwrócił się plecami". Reakcje
Po stronie rządowej padły słowa o zawiedzionych obietnicach. Katarzyna Kotula nie zostawiła na decyzji suchej nitki, zarzucając Nawrockiemu złamanie obietnicy wyborczej:
„Prezydent odwrócił się plecami do dwóch milionów Polek i Polaków żyjących w związkach nieformalnych".
Obóz prezydencki i prawica czytają to samo weto odwrotnie, jako dotrzymanie deklaracji z kampanii i obronę konstytucyjnej pozycji małżeństwa. Dla jednej strony to koniec szansy na realne prawa dla par nieformalnych, dla drugiej zatrzymanie „furtki", która ich zdaniem prowadziłaby dalej, niż zapisano w ustawie.
Co dalej
Formalnie ustawa wraca do Sejmu, ale jak pokazuje arytmetyka, bez 276 głosów jej los jest przesądzony. Politycznie temat nie znika: rząd zapowiadał, że regulacja związków nieformalnych jest jednym z jego zobowiązań, a prezydent równie jasno wskazał warunek, pod jakim mógłby taki projekt podpisać. Najbliższe tygodnie pokażą, czy obie strony poszukają kompromisowego zapisu o „wyjątkowości małżeństwa", czy temat wróci dopiero przy kolejnej odsłonie sporu o kształt polskiej rodziny.