Sejm wybrał Mateusza Szpytmę na prezesa IPN. Ale koalicja się rozjechała
Co się wydarzyło
Sejm powołał doktora Mateusza Szpytmę na prezesa Instytutu Pamięci Narodowej. Za jego kandydaturą było 226 posłów, przeciw 194, a 4 wstrzymało się od głosu. O wyniku przesądził nietypowy układ głosów. Za Szpytmą zagłosowały kluby PiS (168 głosów), PSL (32 głosy) i Konfederacja (12 głosów), a także część posłów Polski 2050 (8 głosów). Przeciw byli posłowie Koalicji Obywatelskiej (150 głosów), Nowej Lewicy (21 głosów), koła Centrum (11 głosów) i Razem (4 głosy). Oznacza to, że PSL i część Polski 2050 — formalnie należące do rządzącej koalicji — zagłosowały razem z opozycją, wbrew Koalicji Obywatelskiej i Lewicy. Stanowisko było nieobsadzone od sierpnia 2025 roku, gdy dotychczasowy prezes IPN Karol Nawrocki został prezydentem. Sam Szpytma jest historykiem związanym z Instytutem od 2000 roku, był dyrektorem Muzeum Polaków Ratujących Żydów im. Rodziny Ulmów, a od 2016 roku pełnił funkcję wiceprezesa IPN. Przeciwko jego kandydaturze protestowała grupa około 240 naukowców.
Dlaczego to ważne
IPN decyduje o polityce historycznej państwa, prowadzi śledztwa w sprawach zbrodni z czasów okupacji i komunizmu oraz zarządza ogromnym archiwum. To, kto nim kieruje, ma realny wpływ na to, jak opowiadana jest polska historia. Głosowanie pokazało też pęknięcie w koalicji rządzącej — PSL poszedł własną drogą.
Co dalej
Wybór musi jeszcze zatwierdzić Senat, w którym większość ma koalicja rządząca. Premier Donald Tusk zapowiedział wprost: „W Senacie to nie uzyska akceptacji". To oznacza, że mimo decyzji Sejmu kandydat najprawdopodobniej przepadnie w izbie wyższej, a spór o obsadę IPN wróci na start.



