20 lat więzienia. Kara, jakiej jeszcze nie było
W czwartek 16 lipca 2026 roku Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia skazał Łukasza Żaka na 20 lat pozbawienia wolności — najwyższą karę, jaka w Polsce zapadła za tego rodzaju czyn. O warunkowe zwolnienie będzie mógł ubiegać się dopiero po 15 latach.
Do tego sąd orzekł dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów oraz zadośćuczynienia: 900 tys. zł dla rodziny zmarłego (po 300 tys. zł dla żony i dwójki dzieci) i 150 tys. zł dla rannej pasażerki, Pauliny K. Prokurator Katarzyna Niemiec-Rudnicka mówiła o „pierwszej w historii karze w tak dużym wymiarze":
Wyrok nie cofnie tej tragedii, nie przywróci życia człowiekowi, ale być może ta kara uratuje życie komuś innemu.
Feralna noc na Trasie Łazienkowskiej
Do wypadku doszło 15 września 2024 roku na Trasie Łazienkowskiej w Warszawie. Volkswagen Arteon prowadzony przez Żaka uderzył w Forda. Zginął 37-letni pasażer; do szpitala trafiła jego żona i dwoje dzieci (4 i 8 lat) oraz Paulina K.
Ustalenia biegłych są porażające: Żak był pijany, w ręku trzymał telefon i nagrywał brawurową jazdę, a Arteona rozpędził do 226 km/h — na odcinku z ograniczeniem do 80 km/h. Po wypadku znajomi pomogli mu w ucieczce; zatrzymano go dopiero w Lubece na podstawie europejskiego nakazu aresztowania.
„Na tę karę pracował pan sobie latami"
Największe emocje wzbudziło ustne uzasadnienie sędziego Macieja Mitery, który punkt po punkcie rozbił linię obrony. Symbolem całego wystąpienia stał się fragment o „małym czołgu":
Co trzeba mieć w głowie, żeby rozpędzić Arteona — to jest mały czołg — do prędkości ponad dwustu kilometrów na godzinę? Nikt by nie miał szans. Rozpędził pan mały czołg i z premedytacją pan to zrobił. Nagrywanie — chciał pan komuś zaimponować? To groziło katastrofą i tak się skończyło.
Padły słowa skierowane wprost do skazanego:
Panie Żak, powiem tak: może na wyrok nie, ale na tę karę pracował pan sobie tutaj latami. To jest wypadkowa pana całej działalności.
Sędzia nie ukrywał, że postawa oskarżonego wywarła na nim najgorsze wrażenie:
Pana interesowało wszystko, łącznie z tymi koszulkami Vuitton, Balenciagi, ale nawet nie to, co pan robił. Zero refleksji. Testował pan moją cierpliwość wiele razy.
Uzasadniając surowość kary, podkreślił, że oparł się wyłącznie na faktach. I wtedy padły słowa, które obiegły media:
Nie chcę już, żeby były Julie, Jakuby, Pauliny, Anie, Kasie na drodze. Tylko ta kara zabezpieczy społeczeństwo przed takimi kierowcami jak pan. Tym wyrokiem chronię mieszkańców Warszawy — i nie tylko — przed panem.
„Obawa o punkty karne? Naprawdę?". Wyroki dla kolegów
Osobny, równie mocny fragment sędzia poświęcił współoskarżonym, którzy zamiast ratować rannych, pomogli sprawcy zbiec i zacierali ślady:
Ktoś sobie odjeżdża z miejsca zdarzenia. Bo co? Obawa o punkty karne? Naprawdę? Gdzie ludzie tutaj walczą o życie? Nie wymagam bohaterstwa — wymagam przyzwoitości. A nikt się nie zainteresował. To jest poniżej wszelkiej krytyki.
Zapadły wyroki dla całej piątki. Kacper K. (właściciel wypożyczalni aut) — 5 lat więzienia i 6-letni zakaz prowadzenia. Mikołaj N. i Damian J. — po 4 lata. Aleksander G. i Maciej O. — po 2 lata. Każdy ma zapłacić po 120 tys. zł rodzinie ofiary i po 20 tys. zł Paulinie K.
Obrona zapowiada apelację. Wyroki nieprawomocne
Obrończyni, mec. Izabela Ławińska, zapowiedziała apelację. Uznała wyrok za bardzo surowy i wskazała, że jej klient sam zgłosił się na policję. Prokuratura widzi to inaczej:
Nie było w tej sprawie żadnych okoliczności łagodzących. Oskarżony nigdy nie wyraził skruchy.
Wszystkie wyroki są nieprawomocne — ostateczne słowo należy do sądu wyższej instancji. Jedno jednak zostanie na długo: uzasadnienie, w którym sędzia, wymieniając imiona ofiar polskich dróg, przypomniał, że za rozpędzonym „małym czołgiem" zawsze stoi konkretny człowiek i konkretna decyzja.