Trzymiesięczny areszt dla prezesa PKOl
Co się wydarzyło
Sąd zdecydował o trzymiesięcznym areszcie tymczasowym dla Radosława Piesiewicza, prezesa Polskiego Komitetu Olimpijskiego, w śledztwie dotyczącym afery Zondacrypto. Nocne posiedzenie sądu trwało od północy do około piątej rano. Prokuratura postawiła Piesiewiczowi dwa zarzuty. Pierwszy to płatna protekcja, czyli powoływanie się na wpływy w zamian za korzyść, drugi to działanie na szkodę wierzycieli. W tle jest luksusowy zegarek Patek Philippe wart około 40 tysięcy euro, który według śledczych miał być zapłatą za wstawiennictwo w Urzędzie Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Sąd, jak podała rzeczniczka Anna Adamiak, uznał, że istnieje wysokie prawdopodobieństwo popełnienia zarzucanych czynów oraz obawa matactwa. Piesiewicz nie przyznaje się do winy. „Czuję się niewinny" - mówił, wchodząc do sądu, i przekonywał, że sam zapłacił za zegarek. Obowiązuje domniemanie niewinności.
Dlaczego to ważne
To pierwszy raz, gdy afera Zondacrypto doprowadziła do aresztu osoby z absolutnej czołówki polskiego sportu. Dla kibiców i sportowców to pytanie o to, kto zarządzał polskim ruchem olimpijskim i czy pieniądze były bezpieczne.
Co dalej
Prokuratura będzie kontynuować śledztwo, a Piesiewicz może odwołać się od decyzji sądu. Otwarte pozostaje pytanie o jego przyszłość na czele komitetu olimpijskiego.




