Weto na ustawę o transporcie zbiorowym. „Rząd poszedł drogą na skróty"
Co się wydarzyło
Prezydent Karol Nawrocki w czwartek zawetował ustawę o zmianie ustawy o publicznym transporcie zbiorowym, nazywaną potocznie ustawą autobusową. Miała ona ograniczać wykluczenie komunikacyjne, ale zdaniem prezydenta przyniosłaby skutek odwrotny. Nawrocki tłumaczył, że przepisy zamiast poprawiać sytuację mogły doprowadzić do likwidacji kolejnych połączeń. Krytykował skrócenie umów z przewoźnikami z dziesięciu do pięciu lat. „Trudno oczekiwać od lokalnego PKS-u czy przedsiębiorcy milionowych inwestycji, jeśli nie wie, czy za kilka lat nadal będzie miał kontrakt" - argumentował. Wskazywał też na brak gwarancji ulg dla seniorów, uczniów i osób z niepełnosprawnościami oraz na brak stabilnego finansowania i silnej roli gmin. Całość podsumował mocnym zdaniem: „Rząd poszedł, jak zwykle, drogą na skróty". Rząd był innego zdania. Minister infrastruktury Dariusz Klimczak ocenił, że po tej decyzji „10 milionów Polaków nadal będzie miało problem z dojazdem do pracy, szkoły, lekarza czy urzędu".
Dlaczego to ważne
To nie jest spór o abstrakcję, tylko o to, czy z mniejszej miejscowości da się dojechać autobusem do lekarza, urzędu albo szkoły. Dla wielu seniorów i mieszkańców wsi lokalny kurs to jedyny sposób, żeby w ogóle ruszyć się z domu. Prezydent mówi, że broni ich przed likwidacją połączeń, rząd, że to właśnie weto im szkodzi.
Co dalej
Zawetowana ustawa wróci do Sejmu, który może próbować odrzucić weto, ale do tego potrzeba wyższej większości. Jeśli się nie uda, rząd będzie musiał napisać nowe przepisy od początku.




