Afery
PROCES NAWROCKIEGO Z ONETEM MOŻE NIE UJAWNIĆ CAŁEJ PRAWDY. O CO TOCZY SIĘ GRA?
Nowe zeznania w procesie Karola Nawrockiego przeciwko wydawcy Onetu wywołały kolejną falę politycznych komentarzy. Była pracownica Grand Hotelu twierdzi, że obecny prezydent proponował jej udział w sprowadzaniu kobiet dla hotelowych gości. Tymczasem świadek powołany przez stronę Nawrockiego nie potwierdził jego udziału w takim procederze. Kto więc ma rację? Odpowiedź nie jest tak oczywista, jak sugerują komentatorzy, a sam proces dotyczy czegoś więcej niż tylko wydarzeń sprzed blisko 20 lat.

Świadkini Onetu ujawnia, co miała usłyszeć od Nawrockiego
We wtorek 27 października przed Sądem Okręgowym w Warszawie odbyła się kolejna rozprawa w procesie cywilnym, który Karol Nawrocki wytoczył spółce Ringier Axel Springer Polska, wydawcy Onetu. Sprawa dotyczy artykułu opublikowanego 26 maja 2025 roku, jeszcze podczas kampanii prezydenckiej, w którym dziennikarze Andrzej Stankiewicz i Jacek Harłukowicz opisali relacje osób twierdzących, że Nawrocki jako ochroniarz sopockiego Grand Hotelu miał uczestniczyć w sprowadzaniu prostytutek dla hotelowych gości. Sam Nawrocki od początku stanowczo zaprzecza tym oskarżeniom. Po publikacji zapowiedział podjęcie kroków prawnych, zarzucając dziennikarzom rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji i naruszenie jego dobrego imienia. Obecnie domaga się od wydawcy przeprosin. Jedną z najważniejszych osób przesłuchanych podczas wtorkowej rozprawy była Natasza Geldon, była pracownica ochrony Grand Hotelu i jedna z informatorek Onetu. Według jej zeznań podczas jednego z dyżurów zauważyła Nawrockiego wchodzącego do hotelu w towarzystwie kobiety i mężczyzny. Sytuacja miała wzbudzić jej zainteresowanie, ponieważ wprowadzanie gości na piętra nie należało do obowiązków pracowników ochrony. Kiedy później zapytała Nawrockiego o tę sytuację, miał odpowiedzieć, że można dodatkowo zarabiać na doprowadzaniu kobiet do hotelowych gości. Według Geldon Nawrocki miał również zaproponować jej udział w takim zajęciu.
Co widziała, a czego się domyślała?

Świadek Nawrockiego potwierdza obecność prostytutek, ale nie udział prezydenta
Jeszcze ciekawiej zrobiło się podczas przesłuchania Łukasza Franczaka, dawnego znajomego Nawrockiego, który również pracował w ochronie Grand Hotelu. Świadek został powołany przez pełnomocników prezydenta. Franczak przyznał, że w hotelu pojawiały się prostytutki. Zaznaczył jednak, że wszystko odbywało się dyskretnie, a pracownicy ochrony nie ustalali, kim są kobiety przychodzące do hotelowych gości. Jednocześnie zeznał, że nie słyszał o zorganizowanym procederze sprowadzania kobiet przez pracowników ochrony. Nie widział również, aby Nawrocki zamawiał prostytutki, ani nie rozmawiał z nim o wynagrodzeniu za takie działania. Jego zeznania potwierdzają więc pewien element tła całej historii, ale nie stanowią potwierdzenia najważniejszego zarzutu wobec Nawrockiego. Podczas rozprawy zeznawał także dziennikarz „Gazety Wyborczej” Piotr Głuchowski, który już w 2024 roku opisywał podobne doniesienia, powołując się na własnego informatora. Nie ujawnił jego tożsamości, a sąd nie zobowiązał go do tego. W rezultacie mamy kilka relacji, które częściowo się uzupełniają, ale nie dają jeszcze jednoznacznej odpowiedzi na najważniejsze pytanie: czy Karol Nawrocki rzeczywiście uczestniczył w opisywanym procederze?
Komu wierzyć?
Jak można było przewidzieć, zeznania niemal natychmiast stały się przedmiotem politycznego sporu. Część komentatorów potraktowała wypowiedzi Geldon jako potwierdzenie ustaleń Onetu. Z kolei środowiska broniące prezydenta zwracały uwagę na jej niepewność dotyczącą tożsamości kobiety oraz na brak bezpośredniego potwierdzenia udziału Nawrockiego w zorganizowanym procederze. Pojawiły się również próby oceniania wiarygodności świadkini przez pryzmat przypisywanych jej związków ze środowiskami lewicowymi. Sama Geldon w przeszłości współpracowała między innymi z Krytyką Polityczną. Problem polega na tym, że ewentualne poglądy polityczne czy wcześniejsza współpraca z określoną redakcją same w sobie nie przesądzają o prawdziwości zeznań. Mogą stanowić element oceny wiarygodności świadka, ale nie zastępują analizy tego, co faktycznie widział, słyszał i przekazał dziennikarzom. Podobnie fakt, że Franczak został zgłoszony przez stronę Nawrockiego, nie oznacza automatycznie, że jego zeznania są mniej wiarygodne. To właśnie zadaniem sądu jest ocena całego materiału dowodowego, a nie rozstrzyganie sprawy na podstawie politycznych sympatii poszczególnych świadków.
O co tak naprawdę toczy się ten proces?
I tutaj dochodzimy do kwestii, która w medialnej dyskusji często schodzi na dalszy plan. Karol Nawrocki nie jest oskarżonym w tym procesie. To on pozwał wydawcę Onetu o naruszenie dóbr osobistych. Ta różnica ma zasadnicze znaczenie. Sąd nie prowadzi bowiem procesu karnego, którego celem byłoby ustalenie odpowiedzialności Nawrockiego za domniemane wydarzenia w Grand Hotelu. Rozstrzyga spór dotyczący tego, czy publikacja prasowa bezprawnie naruszyła jego dobre imię. Oczywiście ustalenie prawdziwości opisanych wydarzeń ma w tym postępowaniu istotne znaczenie. Nie jest jednak jedynym elementem, który sąd musi wziąć pod uwagę. nie chodzi nawet koniecznie o to co rzeczywiście wydarzyło się przed laty ale jakie dowody posiadali dziennikarze i czy rzetelnie zweryfikowali informacje przed ich opublikowaniem. Może się nawet okazać, że faktycznie zarzuty Onetu były prawdziwe ale nie mieli oni w czasie publikacji wystarczających dowodów by tak twierdzić lub coś pominęli i sprawę wygra Nawrocki. Ewentualnie też na odwrót, może Onet miał dowody które pozwalały im tak sądzić i działał rzetelnie, ale nagle wyjdzie w sprawie jakaś nowa rzecz, który wybroni Nawrockiego z zarzutów ale samą sprawę przegra.
Nagrania będą kluczowe
W tym kontekście szczególnego znaczenia nabiera decyzja sądu, który zobowiązał redaktora naczelnego Onetu oraz autorów publikacji do przedstawienia ewentualnych nagrań rozmów z dwoma informatorami. To właśnie takie materiały mogą pomóc odpowiedzieć na pytanie, co dokładnie świadkowie powiedzieli dziennikarzom i jak ich relacje zostały później wykorzystane w artykule. Czy rozmówcy przedstawiali swoje podejrzenia jako pewne ustalenia? Czy dziennikarze dopytywali ich o źródła wiedzy? Czy próbowali oddzielić osobiste obserwacje od interpretacji? I wreszcie, czy ostateczny tekst wiernie oddawał stopień pewności informatorów? Odpowiedzi na te pytania mogą być istotne dla oceny rzetelności publikacji. Trzeba jednak zaznaczyć, że samo zobowiązanie do przedstawienia nagrań nie oznacza jeszcze, iż takie materiały istnieją lub że ich treść podważy ustalenia Onetu. Sąd wyznaczył kolejną rozprawę na 18 stycznia 2027 roku. Wówczas przesłuchany w charakterze strony ma zostać sam Karol Nawrocki. Ostatecznie więc wynik procesu może okazać się mniej jednoznaczny, niż oczekują tego zwolennicy obu stron. Wygrana Nawrockiego nie musiałaby automatycznie oznaczać, że wszystkie opisane przez Onet wydarzenia nigdy nie miały miejsca. Podobnie ewentualne zwycięstwo wydawcy nie byłoby równoznaczne z definitywnym udowodnieniem prezydentowi udziału w zarzucanym procederze. I być może właśnie o tym najczęściej zapomina się w politycznej dyskusji wokół tej sprawy. Sąd ma rozstrzygnąć odpowiedzialność za konkretną publikację, a niekoniecznie odtworzyć z całkowitą pewnością wszystko, co wydarzyło się niemal dwie dekady temu. Dlatego bez względu na to, kto ostatecznie wygra proces, część pytań dotyczących przeszłości Karola Nawrockiego może pozostać bez jednoznacznej odpowiedzi.
WS Brief


