Prezydent
Nawrocki przegrał z Tuskiem? Mentzen odpowiada prezydentowi
Karol Nawrocki podpisał rządową ustawę paliwową, choć wcześniej ją blokował. Mentzen mówi o złamanej deklaracji, a rząd przejmuje odpowiedzialność za ceny.

Po miesiącach sporu prezydent Karol Nawrocki podpisał rządową ustawę o podatku od nadzwyczajnych zysków koncernów paliwowych. Koalicja ogłasza zwycięstwo, Konfederacja zarzuca prezydentowi złamanie „deklaracji toruńskiej”, a sam Nawrocki przekonuje, że teraz to rząd odpowiada za ceny na stacjach.
Kto naprawdę wygrał, co oznacza nowy podatek i czy paliwo rzeczywiście stanieje?
W czwartkowym orędziu prezydent ogłosił, że podpisał ustawę, i stwierdził, że kończy w ten sposób:
„proces ustawiania Polaków w roli politycznych zakładników”.
Zaznaczył przy tym, że nie wycofuje zarzutów o niekonstytucyjność przepisów, i skierował ustawę do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli następczej. Oznacza to, że ustawa wchodzi w życie, a Trybunał oceni ją dopiero później.

Podczas orędzia Nawrocki mocno uderzył w rząd, ogłaszając, że to gabinet premiera:
„ponosi pełną odpowiedzialność za ceny paliw”.
Przypomniał też kampanijną obietnicę benzyny po 5,19 zł. Zarzucił również marszałkowi Sejmu, że „mrozi” jego własny projekt, który według prezydenta oznaczałby natychmiastowy spadek cen o ponad dwa złote na litrze.
Długa droga do podpisu
To druga wersja ustawy.
Pierwszą, uchwaloną latem, prezydent w lipcu skierował do Trybunału jeszcze przed podpisaniem, wskazując na naruszenie zasady niedziałania prawa wstecz.
Rząd ponownie wniósł projekt, a Sejm uchwalił go 18 września. Nowy podatek obejmie zyski osiągnięte od marca 2026 do marca 2027 roku, a jego stawka wyniesie 60 proc. od ustawowo określonej nadwyżki.
Rząd szacuje wpływy na ponad 4 mld zł. Pieniądze mają sfinansować powrót programu „Ceny Paliwa Niżej”, czyli obniżony VAT i ceny maksymalne na stacjach.
Przed podpisem premier wywierał na prezydenta silną presję. W 12-minutowym nagraniu przekonywał, że nadzwyczajne zyski koncernów:
„nie są spowodowane jakimiś genialnymi działaniami tych firm, tylko kryzysem, za który płacimy wszyscy”.
Wyliczał, że sam Orlen w pół roku wypracował 10 mld zł nadmiarowych zysków.
Prezydent już wcześniej zaproponował własne rozwiązanie. Jego projekt „Paliwo Kosztuje Normalnie”, złożony w Sejmie 18 września, zakłada czasowe limity marż koncernów, zwolnienie paliw z podatku od sprzedaży detalicznej i możliwość obniżania akcyzy.
Marszałek Włodzimierz Czarzasty przekonywał, że w tym wariancie obniżkę „sfinansują obywatele” przez mniejsze wpływy do budżetu. Zapowiedział też, że Sejm zajmie się innymi projektami dopiero po decyzji prezydenta w sprawie ustawy rządowej.
Wszystko wskazuje na to, że w tym starciu to prezydent ustąpił: po miesiącach blokowania podpisał rządową ustawę, choć sam wciąż uważa ją za niekonstytucyjną, a jego własny projekt nadal czeka w Sejmie.
Deklaracja toruńska złamana?
Najostrzej zareagowali dawni sojusznicy prezydenta.
W kampanii Nawrocki podpisał u Sławomira Mentzena „deklarację toruńską”, której pierwszy punkt brzmiał:
„Nie podpiszę żadnej ustawy, która podnosi istniejące podatki, składki, opłaty lub wprowadza nowe obciążenia fiskalne”.
Poseł Konfederacji Przemysław Wipler napisał:
„Złamał Deklarację Toruńską, złamał pisemną obietnicę złożoną Polakom w obecności Sławomira Mentzena. Dał się obić przez Donalda Tuska i zmienił zdanie”.
Sam Mentzen stwierdził, że „bardzo żałuje”, iż prezydent „poddał się propagandzie Donalda Tuska”, i ostrzegł, że podatek uderzy w Polaków oszczędzających w funduszach będących akcjonariuszami Orlenu.
To nie pierwszy taki zarzut. Już w listopadzie 2025 roku Nawrocki podpisał ustawę podnoszącą CIT dla banków i również wtedy słyszał, że złamał deklarację.
Kto wygrał?
Obie strony ogłaszają sukces.
Poseł Lewicy Tomasz Trela napisał:
„Przyparty do muru prezydent Nawrocki podpisał ustawę”.
Minister Paulina Hennig-Kloska stwierdziła z kolei, że prezydent „ugina kolana”.
Z kolei Jarosław Kaczyński przekonywał, że „Tusk nie ma już alibi”, a Jacek Sasin chwalił prezydenta za „skuteczność i odpowiedzialność”.
Za tymi wypowiedziami kryje się bardziej złożony obraz. Rząd odniósł przede wszystkim zwycięstwo legislacyjne: po miesiącach sporu dostał ustawę, o którą walczył od lata, i może ponownie uruchomić program obniżek.
W krótkim terminie to właśnie obóz Donalda Tuska wychodzi z tego starcia mocniejszy.
To zwycięstwo ma jednak swoją cenę. Rząd stracił wygodne wytłumaczenie, że to prezydent blokuje tańsze paliwo.
Od teraz każdy dzień z dieslem powyżej 9 zł będzie obciążał już wyłącznie gabinet premiera.
W tę stronę zmierza zresztą narracja prawicy: Przemysław Czarnek domaga się, by od poniedziałku na pylonach pojawiła się obiecana kiedyś cena 5,19 zł.
Rząd sam podniósł oczekiwania, a obniżka o złotówkę, realna przy powrocie niższego VAT, może wielu kierowców rozczarować.
Prezydent stracił najwięcej na prawicy, zwłaszcza wśród wyborców Konfederacji, którym w kampanii podpisał „deklarację toruńską”.
Z jego perspektywy podpis mógł być jednak mniejszym złem. Notowania Nawrockiego spadały. W sondażu Pollstera dla „Super Expressu” z 21–22 września pozytywnie ocenia go 44 proc. badanych, o 3 punkty procentowe mniej niż miesiąc wcześniej.
Dalsze blokowanie ustawy w czasie rekordowych cen paliw groziło przyklejeniem mu łatki polityka, który utrudnia obniżki.
Podpisując ustawę i jednocześnie kierując ją do Trybunału, prezydent próbuje przedstawić swoją decyzję nie jako kapitulację, lecz jako przerzucenie odpowiedzialności na rząd.
Najbardziej zyskać może Konfederacja. Krytykując zarówno rząd, jak i prezydenta, ugrupowanie Mentzena coraz wyraźniej buduje wizerunek jedynej konsekwentnie antypodatkowej siły na prawicy, co może mieć znaczenie przed wyborami w 2027 roku.
Bilans tego starcia wypada więc na korzyść rządu, ale tylko pod warunkiem, że ceny na stacjach rzeczywiście spadną.
Jeśli obniżki okażą się symboliczne, zwycięstwo szybko może obrócić się przeciwko koalicji.
Co oznacza nowy podatek?
Zwolennicy ustawy podkreślają, że obciąża ona zyski, które koncerny zawdzięczają kryzysowi na Bliskim Wschodzie, a nie własnym decyzjom biznesowym.
Pozwala też sfinansować obniżki cen bez dodatkowego zadłużania napiętego budżetu.
Krytycy zwracają uwagę, że koszt nie spadnie wyłącznie na abstrakcyjny „koncern”.
Orlen to spółka giełdowa, czyli należy do tysięcy właścicieli. Blisko połowę akcji ma państwo, a resztę inwestorzy: fundusze emerytalne, w których oszczędzają miliony Polaków, fundusze inwestycyjne i zwykli ludzie, którzy kupili akcje na giełdzie.
Każda złotówka zabrana Orlenowi w podatku to złotówka mniej zysku.
To właśnie z zysku spółka wypłaca właścicielom dywidendę, czyli coroczną „wypłatę” dla akcjonariuszy. Niższy zysk może też obniżyć wartość samych akcji.
W praktyce część kosztu poniosą więc osoby, które nawet nie wiedzą, że dzięki swoim oszczędnościom emerytalnym są współwłaścicielami Orlenu.
Jest w tym też pewien paradoks. Największym akcjonariuszem Orlenu jest Skarb Państwa, więc państwo, pobierając podatek, samo dostanie mniejszą dywidendę.
Część pieniędzy po prostu przechodzi z jednej państwowej kieszeni do drugiej.
Trzeba też pamiętać, że sama ustawa nie obniża cen. Daje jedynie pieniądze na ten cel, a o tym, kiedy i o ile paliwo stanieje, zdecyduje rząd, uruchamiając ponownie program „Ceny Paliwa Niżej”.
Podatek obowiązuje do marca 2027 roku, a jego zgodność z konstytucją oceni jeszcze Trybunał.
Czy paliwo stanieje?
Najbardziej prawdopodobny scenariusz to powrót programu „Ceny Paliwa Niżej” w znanej już formie.
Gdy wiosną działał w pełnym zakresie, czyli z obniżonym VAT i akcyzą, ceny na stacjach spadły o około 1,2 zł na litrze.
Kosztowało to budżet około 1,6 mld zł miesięcznie:
- 900 mln zł z tytułu niższego VAT,
- 700 mln zł z tytułu niższej akcyzy.
Łącznie obie dotychczasowe odsłony programu, wiosenna i sierpniowa, kosztowały około 5,2 mld zł.
Przy takich kosztach szacowane ponad 4 mld zł z nowego podatku wystarczyłyby na niespełna trzy miesiące pełnego programu albo na około cztery miesiące, gdyby rząd ograniczył się do samej obniżki VAT.
W praktyce może to być nawet krócej, bo VAT liczy się od ceny: im droższe paliwo, tym więcej kosztuje jego obniżka.
Warto też pamiętać, że Ministerstwo Finansów od początku przedstawiało nowy podatek jako sposób na pokrycie strat budżetu po wcześniejszych edycjach programu, a te przekroczyły już 4 mld zł.
Kierowcy mogą więc liczyć na odczuwalną, ale krótkotrwałą ulgę, rzędu złotówki na litrze, jak w przeszłości.
To dużo przy każdym tankowaniu, ale daleko od 5,19 zł, o których przypominał prezydent.
Na trwałe obniżki pozwoliłby dopiero spadek cen ropy, a ten zależy od sytuacji wokół Cieśniny Ormuz, a nie od decyzji zapadających w Warszawie.
WS Brief


