Burza po prawie łaski
Co się wydarzyło
Ułaskawienia, które prezydent Karol Nawrocki podpisał w poniedziałek, we wtorek wywołały falę reakcji. Przypomnijmy: prawo łaski objęło trzy osoby, a media wskazują na skazanego za zniesławienie Adama Borowskiego, kibica Piotra „Starucha" Staruchowicza oraz Piotra Pytla, skazanego wcześniej na dożywocie. Najostrzej zareagował Roman Giertych z Koalicji Obywatelskiej, którego dotyczyła sprawa zniesławienia. „On wszystkich pisowców będzie ułaskawiał" - napisał. Przypomniał, że Borowski „został skazany na pół roku więzienia, bo lekceważył nakazy sądowe przeproszenia mnie za zniesławienie". Premier Donald Tusk napisał natomiast: "Niektóre ułaskawienia mówią więcej o prezydentach niż ich wszystkie przemówienia razem wzięte". Pałac stanął murem za prezydentem. Rzecznik Rafał Leśkiewicz podkreślił, że prawo łaski to prerogatywa głowy państwa, użył słów „wara rządzącym" od prezydenckich uprawnień i zaznaczył, że prezydent „nie musi uzasadniać" swoich decyzji. Głos zabrał też sam Pytel, mówiąc krótko: „Podarował mi życie".
Dlaczego to ważne
Prawo łaski to wyłączna prerogatywa prezydenta, ale jej użycie zawsze budzi pytanie, komu i za co należy się darowanie kary. Ten spór pokazuje, jak cienka jest granica między aktem sprawiedliwości a gestem politycznym.
Co dalej
Decyzje prezydenta są ostateczne i nie da się ich cofnąć. Spór polityczny wokół nich zapewne jednak potrwa i będzie wracał przy kolejnych ułaskawieniach.



