Rosyjska rakieta spadła na Lubelszczyźnie
Co się wydarzyło
Rosyjska rakieta manewrująca Ch-101 uderzyła w nocy z 29 na 30 lipca w pole pod Tarnawą-Kolonią na Lubelszczyźnie. Powstał lej o średnicy około 10 metrów i głębokości około 5 metrów, a szczątki rozrzuciło w promieniu 200 metrów. Nie było ofiar ani strat w zabudowaniach. Rakieta była uzbrojona. Prokurator Marcin Kozak potwierdził, że pocisk „zawierał materiał wybuchowy w znacznej ilości". Wojsko poderwało myśliwce F-16, a śmigłowiec Mi-24 zlokalizował miejsce uderzenia. Śledztwo prowadzi wojskowy pion prokuratury w Lublinie, w terenie pracowało około 50 żołnierzy WOT, a do identyfikacji zaproszono ukraińskiego eksperta. Premier Donald Tusk nie zostawił wątpliwości co do źródła: „Wszystko wskazuje na to, że mamy do czynienia z rosyjską rakietą Ch-101. Byliśmy gotowi zestrzelić tę rakietę, gdyby kontynuowała lot". NATO zapewniło o solidarności. Rzecznik dowództwa sojuszu pułkownik Martin O'Donnell przekazał, że „NATO i Polska uruchomiły obronę powietrzną i naziemną" i że sojusz będzie bronić swojego terytorium.
Dlaczego to ważne
To najtwardszy możliwy dowód, że wojna tuż za wschodnią granicą realnie dotyka Polski. Uzbrojony pocisk spadł na naszej ziemi, a to pytanie o bezpieczeństwo Twojego domu i rodziny, nie o odległy front.
Co dalej
Trwa śledztwo i identyfikacja szczątków. Kluczowe pytanie brzmi, czy państwo zmieni zasady reagowania na obiekty naruszające polskie niebo.



